|
There are no translations available.
Pogoda za oknem nie rozpieszcza, ciemno i zimno zupełnie jak w naszych wodach. I tak zebrało się na wspomnienia Gorącej Chorwacji, która rozpieszczała nas swoją gościnnością niewiele ponad miesiąc temu.
Zacznijmy od początku, za górami, za lasami, został uknuty plan wyjazdu na wyspę Brać, trzecią co do wielkości wyspę Chorwacji. O całym planie dowiedziałem się dosyć szybko, jeśli mnie pamięć nie myli to grubo ponad miesiąc przed wyjazdem. Coś niesamowitego! – pierwsza myśl jaka przeszła mi przez głowę. Do tej pory nurkowałem tylko w naszych pięknych zielonych wodach, a tu nagle możliwość takiego wyjazdu i nurkowania w wodach tak czystych jakie do tej pory oglądałem tylko na Discovery Channel. To nie żart, nigdy wcześniej nie miałem okazji wypoczywać nad taką wodą. Po różnych za i przeciw, padła decyzja – jadę! Wszystko by było super, gdyby nie okazało się że w jadących autach niema już miejsca :D, więc decyzja została przemianowana na „jadę, jak się znajdzie miejsce, albo dodatkowe osoby żeby wziąć następny samochód”. Ku mojemu zmartwieniu ani miejsce, ani osoby się nie znalazły, za to znalazły się dwie ekipy jachtowe, które jechały do Chorwacji w podobnym terminie, jedna Gadułki, druga Piotra i to właśnie grupa Piotra mnie przygarnęła. Pomijając szczegóły techniczne udało się przebyć trasę liczącą ponad 1900 kilometrów. Na jachcie spędziłem, noc i dzień. Dzielną załogę jachtu opuściłem w Sibeniku, przesiadając się do bardziej przyziemnego środka transportu jakim był autobus, na szczęście klimatyzowany, uff bo mimo że był Wrzesień temperatura grubo przekraczała 30 stopni. Po 2,5h udało się dojechać do wyczekiwanego Splitu, a stąd już promem na Brać. Ledwo żywego odebrał mnie Błażej razem w Bartkiem-Wiśnią. Na miejscu powitany zostałem miejscowym chlebem i solą o tajemniczo brzmiącej nazwie PROSEK :)
 Następnego dnia rano cała zacna ekipa ruszyła na check dive z brzegu. Szybkie ogarnięcie sprzętu i do wody. Nooo pierwsze wrażenie po skoku do wody było: o k****, ale z*******e - w miejsce gwiazdek wstawić bąbelki ;) Wrażenie było niesamowite, woda nad termokliną 24 stopnie, pod 18, wizura na poziomie naszego Koszalińskiego basenu, wszędzie rybki, partnera nie trzeba trzymać za rękę żeby się nie zgubić :D Tak zaczął się mój pierwszy mały maraton nurkowy. Następne dni nurkowaliśmy z łodzi, mnóstwo ścianek, jedne bardziej ciekawe inne mniej, mój pierwszy wrak i to co zrobiło na wszystkich największe wrażenie jaskinia Lucica. Niesamowite miejsce, można o niej poczytać w Internecie można też jechać i zobaczyć ;)
Wieczory mijały równie sympatycznie co dni, wszystko zgodnie z hasłem przewodnim wyjazdu „w końcu nie przyjechaliśmy tu dla przyjemności”. Pogoda nas rozpieszczała, przez cały pobyt temperatura powietrza utrzymywała się na poziomie powyżej 30 stopni Celsjusza. Przy tak pięknej pogodzie grzechem by było siedzieć w domu i tak przyszedł czas na dzień „nie nurkowy”, kto to wymyślił – pomyślałem, jednak szybko okazało się że był to strzał w dziesiątkę, dzień poświęciliśmy na zwiedzanie wyspy, a było co zwiedzać :) Środek wyspy okazał się równie piękny co pusty, życie skupiało się w nadbrzeżnych urokliwych miasteczkach z malowniczymi portami. Po kilku godzinach trafiliśmy w miejsce o nazwie „Vidova gora” o wysokości 780 metrów n.p.m. skąd rozciągał się niesamowity widok na wyspę, tam też namierzyliśmy kolejny cel podróży jakim był „złoty róg” żwirowy fenomen wyspy, czemu fenomen? Bo tu kamienie były znacznie drobniejsze niż na pozostałych plażach ;) Żeby nie rozpisywać się zbytnio o szczegółach, chciałem wspomnieć jeszcze tylko o tym co mi dał ten wyjazd pod względem nurkowym. Z każdym nurkiem uczymy się czegoś nowego, w wodzie o takiej przejrzystości można skupić się na czymś zupełnie innym niż w naszych wodach, ja osobiście nauczyłem się oddychać – oszczędzać powietrze, tym samym udało mi się prawie dorównać Ali i naszej technicznej koleżance, oczywiście pozdrawiam Monikę ;)
Niżej znajduje się link z najciekawszym fragmentem nurkowania nocnego w Adriatyku.
http://www.youtube.com/watch?v=YDu9S3AS3YI
Przy okazji chciałem podziękować za super towarzystwo całej Chorwackiej ekipie, a szczególnie Ani i Bartkowi, którzy przywieźli mnie do domu.

PS. W nawiązaniu do tytułu, wskakujemy w suche skafandry i nurkujemy dalej :) nurkowanie nie kończy się wraz z końcem lata. Dla zainteresowanych kurs suchego skafandra już za tydzień!
Mirek
|